Zaciekawiła mnie ostatnio
myśl Raphaela Langerhorsta - porównanie mające związek z patentami:
Oprogramowanie a sztuka malarska
Jeśli malowanie byłoby sztuką zastrzeżoną, większość malarzy musiałoby kupować puzzle z fragmentami obrazów i układać je, po czym nazywaliby to sztuką. Nie mieliby dostępu do farb i papieru lub płótna, aby uprawiać prawdziwą sztukę.

Pomyśl o tym: jeśli nadchodząca cyfrowa era cakowicie oparierałaby się na dobrach zastrzeżonych (własnościowych, opatentowanych), wszyscy mielibyśmy problemy. Nie byłoby innowacji, wolności tworzenia, społeczności byłyby kontrolowane przez parę wybranych osób. Wszyscy dalej używalibyśmy komputerów, lecz nie bylibyśmy w stanie zapanować nad nimi... one kontrolowałyby nas, a to nie jest fair.

Nie ma potrzeby by tak się stało, jeśli chcemy wierzyć w dobrą przyszłość rysującą się przed nami. Jest więc istotne, by zdolni ludzie (w szczególności programiści) wciąż mieli szansę na dostęp do samego serca systemów cyfrowej ery, komputerów i oprogramowania, które budują.
(to jest kopia
wpisu z mini-blogu Kexi.pl)
trójwymiarowej na płaszczyźnie dwuwymiarowej? To może jeszcze dalej: zastrzec
czynność mówienia, oddychania?